Czy ogromny pożar na Evii to celowe działanie

Czy ogromny pożar na Evii to celowe działanie? Nie znam nikogo z miejscowych, kto wierzyłby, że spłonięcie 50 tys. hektarów dziewiczego lasu i brak jakiejkolwiek realnej pomocy ze strony greckiego rządu w obliczu tak niewyobrażalnego pożaru to przypadek. Ktoś mógłby powiedzieć, że Grecja w tamtym czasie walczyła z wieloma pożarami i nie miała możliwości wysłania pomocy na Evię. Ale czy Evia to jakaś gorsza część Grecji? Czy fakt, że od lat jest niedofinansowana w porównaniu do innych regionów sprawia, że można ją było dosłownie puścić z dymem? Dlaczego Grecja poprosiła pomoc międzynarodową dopiero, kiedy na Evii zostały tu już niemal wyłącznie zgliszcza? Ludzie błagali tutaj o wsparcie, a potem i tak sami, z narażaniem życia, ratowali swoje domy, zwierzęta i pola.

Kto stoi za podpaleniami?

Mieszkańcy wyspy podejrzewają, że podpalenia mają związek z wielomilionowymi inwestycjami, które najpewniej w niedalekiej przyszłości będą realizowane w tym rejonie. Mówi się głównie o turbinach wiatrowych, na których budowę zgody nie wyrażały tutejsze gminy i których nie chcą mieszkańcy wyspy.

Co na to mieszkańcy Evii?

Wczoraj (21 sierpnia 2021 r.) w miejscowości Strofilia mieszkańcy wyspy zebrali się, by wyrazić swój gniew na działania greckiego rządu, który dopuścił do tej tragedii. Domagają się zalesienia Evii i co się z tym wiążę: nie chcą tutaj inwestycji, które to zalesienie uniemożliwią. Domagają się wsparcia finansowego dla ofiar pożaru. I godnych propozycji zatrudnienia przy oczyszczaniu spalonych terenów, zalesianiu i działaniach antypowodziowych.

Co czeka mieszkańców wyspy?

Warto mieć świadomość, że horror mieszkańców północnej Evii nie skończył się wraz z tym jak ogień dotarł do morza z 3 stron wyspy. Tysiące ludzi straciło źródło dochodów, podajmy kilka przykładów:

  • Wiele osób trudniło się zbieraniem żywicy.
  • Evia była bardzo ważnym miejscem z punktu widzenia producentów miodu: co roku setki pszczelarzy z Grecji kontynentalnej przyjeżdżało tutaj z pasiekami wędrownymi, aby pszczoły mogły zbierać pył sosnowy. Także wielu miejscowych zajmowało się pszczelarstwem.
  • W związku z tym, że północna Evia przypomina teraz ogromne pogorzelisko, hodowcy kóz i owiec nie będą mieli gdzie wypasać swoich zwierząt (nie będą mogli tego robić także przez kilka najbliższych lat, by przyroda chociaż w niewielkim stopniu mogła się odrodzić).
  • Setki rolników straciło swoje uprawy. W największym stopniu ucierpieli producenci oliwek: ich pola spłonęła, a drzewa które przetrwały pożar, będą potrzebowały co najmniej kilku lat na regeneracje.
  • Drwale nie będą mogli już sprzedawać drzewa na opał.
  • Setki osób straciło w pożarach domy, maszyny rolnicze, ośrodki turystyczne, samochody, pola, farmy.

Czego boją się miejscowi?

Mieszkańcy Evii spodziewają się, że ich tragiczna sytuacja życiowa szybko zostanie wykorzystana przez duże firmy, które będą na miejscu potrzebowały taniej siły roboczej, m.in. przy oczyszczaniu terenów ze spalonych drzew pod inwestycje. I zamiast rozliczać się za tonę drewna, będą proponować mieszkańcom głodowe stawki przy niebezpiecznej i trudnej fizycznie pracy. A potem tereny zamiast wrócić „do rąk” mieszkańców Evii, będą sprywatyzowane przez ogromne koncerny.

Do tego dochodzi jeszcze problem powodzi: jeśli w trybie natychmiastowym nie wdrożony zostanie tutaj program antypowodziowy, to to czego nie spalił sierpniowy pożar, dosłownie spłynie do morza w okresie zimowym. W związku ze spaleniem tak wielkiego obszaru lasu i tym, że na Evii jest wiele rzek i strumieni, wyspa jest w tej chwili ekstremalnie zagrożona powodziami.

I właśnie po to tysiące ludzi zebrało się wczoraj w Strofili: by pokazać, że są razem i razem będą bronić interesów wyspy, jak i prywatnych ludzi.